Jest taki dzień….

   ” Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy”,  to nie tylko słowa znanej piosenki. Wszyscy doskonale wiemy, o jaki dzień chodzi. Spędzamy go uroczyście, w gronie najbliższych,  przy pięknie nakrytym stole. Nie wszyscy mają jednak tyle szczęścia. Są ludzie, którzy ten dzień spędzają samotnie, tęskniąc za ciepłym słowem, za tym, by ktoś bliski podał rękę, uścisnął, przytulił.

      Różne są ludzkie  drogi. Jednych los pognał gdzieś daleko, w obce strony za pracą, za tym, by dzieciom zapewnić lepszy start w dorosłe życie, Innym los ciągle rzuca nowe kłody pod nogi,a jeszcze inni po prostu zostali wymazani z pamięci przez bliskich, lub traktowani jak przysłowiowe piąte koło u wozu, pozostawieni gdzieś w szpitalu, czy domu opieki.  Wiele osób pomyśli, no przecież  byłam, odwiedziłam,  rozmawiałam przez telefon, czy też mieliśmy wideo opłatek na skype. Takie właśnie   jest to nasze życie, gnamy ile sił do przodu, po drodze rozgrzeszając siebie ze słabostek, tłumacząc wszystko brakiem czasu.  Jakie życie, takie i święta. Dla jednych pełne radości, a dla innych z łezka w oku. Oby tych „innych” było jak najmniej, oby nikt nie poznał, jak smakuje samotność. Tego  Wam kochani życzę, nie tylko na święta, ale na każdy powszedni dzień.

Oj, dziwny jest ten nasz świat

Zbliża  się jedno z najpiękniejszych świąt, Boże Narodzenie. Jezus się rodzi, w żłobie leży , nierozpoznawalny przez świat, a przecież ten świat to my; ci dobrzy, ci odrobinę biedniejsi,znaczy gorsi i ci, których życie zepchnęło na dno. Wszyscy przygotowujemy się do świąt . Różnie, bo przecież każdy inaczej,po swojemu, ale może wyglądać to tak;

Kartki z życzeniami świątecznymi pewnie już wysłane (z pewnością  bardzo szczere) według szablonu tzw.gotowce, wystarczyło tylko podpisać. Listę zakupów robimy zaś samodzielnie,pod naporem myśli, by niczego nie zabrakło. Choinka przystrojona przecudnymi ozdobami. Jej blask przytłacza spory. To nic, że dusza brudna, że chciałaby krzyczeć, ale to przecież tylko niemy krzyk, nikt przecież nie usłyszy. Wszyscy życzliwi, szczerze klepią te same regułki od lat, ostatnie poprawki,potem wspólne zdjęcie, by w albumie (komputerze) pozostał ślad. Wigilijny wieczór spędzony na rozpakowywaniu prezentów. Magia świąt, zamiast duchowego przeżycia.  Potem jeszcze tylko pierwszy i drugi dzień spotkań rodzinnych, polanych gatunkowym alkoholem. Święta, święta i po świętach.

Może i trochę to brutalne,co napisałam,ale niestety coraz częściej jest to prawdą. Zapatrzeni, zafascynowani zachodem, jego lepszym życiem, tak bardzo chcemy  mu dorównać, że pomijamy  sprawy duchowe. Dlaczego tak?

W  minionym tygodniu organizowaliśmy wigilię dla samotnych. Siedzieliśmy przy jednym stole razem z mieszkańcami Domu Pomocy Społecznej i innymi samotnymi, starszymi osobami. Była modlitwa,dzielenie się opłatkiem, wspólne śpiewanie kolęd, opowiadania o tym,jak to dawniej bywało. Stoły może  nie uginały się od wymyślnych potraw, ale z jedzenia nic się nie zmarnowało. Podziękowaniem był uśmiech, czasem łza, czy zwykłe przytulenie na pożegnanie.

Dwie wigilie, jak dwa światy, a przecież te same święta. Dziwny jest ten świat, oj dziwny.

 

Wspomnienia wspomnień , czyli strach w oczach nastolatki i godzina milicyjna.

 Wracała po  kolejnej,  już nawet nie pamiętała  której z kolei, wizycie w poradni  lekarzy specjalistów.  Szła pustymi  o tej porze ulicami.  Dotarła  na   plac,  gdzie centralną  część zajmował  ratusz. Umówiła się tu z bratem , który wracając z pracy, miał ją zabrać i odwieźć do domu.  Zegar na wieży wskazywał osiemnastą dziesięć. Miała zatem jeszcze dwadzieścia minut. Rozejrzała się. Wszędzie już  świąteczne dekoracje , mieniące się  w świetle latarni.  Wzrok zatrzymał się  na sklepie rybnym, stał tu  chyba od  zawsze, czyli od czasu jak tylko  pamiętała .   Był piątek  13 grudnia 2013 rok.  Na ławce położyła torbę, która dziś, choć tak naprawdę nie ważyła zbyt wiele, ciążyła jej bardzo.  Miała w niej starannie  zapakowane w tekturową teczkę  wszystkie swoje wyniki  badań z ostatniego roku, czyli kawał życia. Usiadła . Pewnie to data  sprawiła , że wróciły wspomnienia. Wspomnienia z przed trzydziestu dwóch lat, kiedy to ogłoszono stan wojenny. 

     Była wtedy nastolatką , uczącą się i mieszkającą w internacie.  Tak do końca , to chyba nie zdawała sobie z tego sprawy, co się wokół dzieje, bo na wsi  gdzie  się wychowała , właściwie nic się nie działo. Był  niedzielny poranek , śnieg i mróz i tylko te  nadawane co chwila komunikaty w telewizji. Po południu jak zwykle,  spakowała się , wsiadła  w kolejkę wąskotorową // jedyny wówczas  środek lokomocji łączący jej wieś z miastem//  i pojechała do internatu.   Na miejscu  już okazało się, że zajęcia w szkole odwołane, że ona i jeszcze  inni , którzy przyjechali, spędzą tu noc, a rano wrócą do  swoich domów, ale jeszcze wcześniej muszą spakować swoje rzeczy i przenieść je do pokoju znajdującego się w innej części internatu, bo to skrzydło zajmować będą oddziały ZOMO.       Stan wojenny, jaki stan wojenny?, przecież tu , w tej mieścinie , nic się nigdy nie działo, a taka godzina policyjna, to przecież tylko w filmach .  Zbliżała się cisza nocna, wychowawca sprawdził w każdym pokoju , czy wszystko w porządku  i nakazał iść spać. Zgasiła światło, podeszła do okna .   Na ulicy  prawie pusto, jakieś pojedyncze osoby przemykające  pomiędzy blokami.  Z jednego z bloków  wyszła grupa młodzieży ,  dochodziła  22.   Nagle na  ulicy  pokazały się radiowozy ; jeden,  za nim drugi. Wyskoczyli z nich  milicjanci i siłą zaczęli  wpychać ludzi do samochodów ,  do bardziej opornych używali  innych metod.  potem cisza i pustka na ulicy. To była pierwsza godzina policyjna   jaką zobaczyła i przeżyła. Ogarnął ją strach.  Jak to tak ? Swoi na swoich ?.  Przecież   zbliżały się święta, czas rodzinnych spotkań  przy wspólnym stole, czas pojednań, wybaczania  sobie nawzajem , czas dzielenia się opłatkiem.

     Tyle zostało w pamięci z tamtego dnia, tamtej nocy. Siedziała w tym samym miejscu, gdzie kiedyś zajechały radiowozy , gdzie przeżyła tyle strachu  .  Ten sam sklep rybny, tylko teraz już nie ma tu  długiej kolejki, bo wtedy trzeba było   godzinami stać , by ryba znalazła się na wigilijnym stole . Sama wigilia też była inna. Pełna obaw o przyszłość, o rodzinę , ale za to pełna miłości  i te łzy w oczach przy dzieleniu się opłatkiem.

    Poczuła rękę na swoim ramieniu.  Zobaczyła brata, stał, przepraszał, mówił że dzwonił , że nie odbierała że przecież mogła się schować  chociażby do sklepu , bo deszcz.   Rzeczywiście , padał deszcz i  było już sporo po dziewiętnastej, a ona nawet tego nie zauważyła.