– zimowe święta….

ZIMOWE ŚWIĘTA

zima spragniona istnieniem
biały pył sypie dokoła
okrywa ziemię miękki puch
srebrzy się nocą
łapię go garściami
jest taki rozkosznie zimny

w domu choinka
zapachem igliwia odurza
blask światełek
uspokaja zmysły
sumienie bielsze od śniegu
dźwięk ulubionej kolędy
nie wymyśliłam ciebie
jesteś najpiękniejszym prezentem

otulona cichą nocą
przy wigilijnym stole
szepczę
jak dobrze że jesteś
gdy z tobą opłatkiem się dzielę

         Kochani
śniegu  co prawda nie ma i nawet się chyba nie zanosi, by były to białe święta, ale przecież wystarczy odrobinka wyobraźni i świat staje się piękniejszy.
  Święta Bożego Narodzenia tuż, tuż,  zatem pragnę  Wam kochani złożyć proste, ale wyjątkowo szczere życzenia. Życzę przede wszystkim zdrowia, bo jak już kiedyś pisałam ” zdrowy żebrak, jest o wiele szczęśliwszy, niż chory król”  poza tym  jeszcze  życzę spokoju i miłości, a i jeszcze jedno, oby  magia świąt  trwała przez cały rok, nie tylko przez te kilka dni, a uczucia były prawdziwe, nie udawane .

Mój dom, to moja rodzina

Kilka dni temu, w komentarzu u naszej kochanej Uleczki  napisałam, że najlepiej , gdyby człowiek mógłby być w kilku miejscach jednocześnie, pewnie udałoby mu się wszystko ogarnąć. Mam trochę takie poczucie winy, że nie wszędzie zaglądam, że nie zawsze komentuję, choć czytam. Jak  wielu z Was wie, już ponad dziesięć lat  jestem „głową rodziny”. Co prawda, mówi się, że co dwie głowy to nie jedna, ale wydaje mi się, że nie najgorzej  daję sobie radę. Dzieci dorastają i powolutku zaczynają żyć na własny rachunek. W domu nas coraz mniej, ale taka to kolej w tym naszym życiu. No, dość nostalgicznych refleksji, na nie to przyjdzie czas, jak już będę  staruszką, siedzącą w fotelu, okrytą kocykiem….

A teraz? Teraz to już na spokojnie mogę się Wam pochwalić, że we wtorek tj. 24 marca  zostałam po raz trzeci babcią. Córka Paulina urodziła ślicznego maleńkiego chłopca.  Co prawda, z pewnymi problemami, bo po cesarskim cięciu ze wskazaniem, ale najważniejsze, że i mama i dziecko są już bezpieczne, a tata jaki dumny, gdy słyszy, że synuś do niego podobny. Wczoraj właśnie opuścili szpital. Tak więc u Kasi jest Witek i Zosia, a u Paulinki jest Szymon,  oj, podejrzewam, że to nie będzie święta trójca,bo dziewczyny mieszkają blisko siebie, tak o przysłowiowy rzut beretem..

Teraz już spokojniej można skupić się na przygotowaniach świątecznych, bo jak to tej pory to  tylko kartki wysłane,  choć i tu nie obejdzie się bez stresu, bo w środę  1 kwietnia Julka pisze egzamin kończący szkołę podstawową. Niby mówią, ze to nic wielkiego, ale wiadomo, dziecko przeżywa, no a rodzic,, choć tego nie daje po sobie poznać, oczywiście też…  Podobnie jest z Anią , która już w kwietniu kończy szkolę średnią, a w maju, wiadomo matura. Sporo jeszcze tej nerwówki  jeszcze przed nami, ale  wierzymy, że damy radę, bo dziewczyny uczą się dobrze, więc chyba problemów nie będzie, tylko tacy wrażliwcy z nas i  wszystko to bardzo przeżywamy.

Skoro już się tak rozpędziłam i wspomniałam o swoich dziewczynach, to jeszcze słówko o moim kochanym rodzynku. // jeszcze niedawno napisałabym małym, ale teraz to już kawał chłopa z niego,  niby tylko jedenaście lat, ale jeszcze trochę i mnie przerośnie, a ja do  drobinek nie należę // To z tym moim rodzynkiem jest tak;  jest już w piątej klasie uczy się dobrze, tylko tak trochę niesystematycznie, teraz dostał piątkę z klasówki z matematyki , no ale wpadki też mu się zdarzają , więc  zadałam mu pytanie dlaczego to tak jest? wiecie  co mi odpowiedział? cytuję ” oj mamuś, bo to jest tak, ty  wszystko co najlepsze dałaś dziewczynom, a dla mnie najmłodszego to już resztki tych talentów zostały.” No, niezły z niego TALENT 😉

 Za tydzień już święta, te najważniejsze dla nas, ale ja już dziś  życzę WAM wszystkim zdrowych, spokojnych  Świąt Wielkiej Nocy spędzonych w gronie najbliższych,   bo tak jak  mówi przysłowie ” dom, to nie cegła beton, glina, mój dom, to moją rodzina”

Co było to było, a będzie to, co będzie…

Już tylko godziny dzielą nas od chwili, gdy pożegnamy Stary i powitamy Nowy Rok. Zerknęłam do wpisu z grudnia 2013 . Życzyłam wtedy wszystkim, by rok mijał rodzinnie w towarzystwie  trzech sióstr; Wiary, Nadziei i Miłości. Czy tak było, każdy pewnie osobno odpowie sobie na to pytanie, bo przecież nie ma jednego schematu człowieka, schematu rodziny. 

Co do mojej osoby, to chyba nie powinnam narzekać. Rok minął w miarę spokojnie. Były radości i smutki, pewnie tak, jak u każdego. Takim maleńkim plusikiem jest przynależność do pewnego stowarzyszenia, które między innymi pomaga ludziom  starszym, samotnym. Nie żebym się chwaliła, ale zwyczajnie sprawia mi to przyjemność i niech tak pozostanie.  Tyle w tych ludziach  ciepła. Kiedyś przecież i ja będę „ta starsza”.  A no i jeszcze muszę/chcę pochwalić pracę urzędników, z którymi mam do czynienia (na przekór panującej opinii), nie miałam żadnych zatargów, wręcz przeciwnie. Kiedyś już wspominałam, że w naszej Gminie atmosfera jest przyjazna i oby taka była  jak najdłużej, a moje sprawy urzędowe, choć małymi kroczkami, ale posuwać się będą do przodu. Byle tylko zdrowia starczyło, bo moje serducho, choć pod opieką kardiologa i dobrego internisty, ostatnio porządnie dało się we znaki, ale już wszystko pod kontrolą. Ważne, że rodzina trzyma się razem, bo o przyjaciół, zwłaszcza tych prawdziwych to coraz trudniej.  Tak  po cichuteńku, to Wam  powiem, że w marcu urodzi się kolejny wnuczek, no to będę miała już fajne trio, jednym słowem babcia ze mnie na całego. Oby tylko wszystko było szczęśliwie, to takie moje życzenie na przyszłość. Dla Was zaś ? Cóż, pewnie każdy ma swoje życzenia/ marzenia, więc chciałabym, by te dobre spełniły się wszystkie, a jeżeli już trafią się te trochę gorsze, to żeby ich było jak najmniej i też miały w miarę pozytywny finał. No i jeszcze jedno, żeby przez ten rok, a może i dłużej, dało Wam się wytrzymać z tym moim pisaniem.     Pozdrawiam bardzo, bardzo ciepluteńko  🙂

Wyjątkowy dla mnie dzień- własnie mija rok w blogowym świecie.

  KOCHANI, dzisiejszy wpis , choć krótki ,  to jest dla mnie wyjątkowy. Uroczysta Wielka Sobota, wszystko już przygotowane , ale ja nie o tym, dziś właśnie mija rok mojego blogowania. Już rok, jak ten czas zasuwa, co prawda wirtualnie  to jestem z wami już od pierwszych dni marca.  Najpierw komentowałam jako zwykły czytelnik u Stokrotki, Azalii, Uleczki , Andrzeja.  Takie zaraźliwe to pisanie, bo wciąż było mi czegoś za mało, więc za namową i poparciem kochanej Uleczki ,postanowiłam, że i ja spróbuję swych sił w tym blogowym światku.  Postów nie jest zbyt dużo, bo to dopiero mój pięćdziesiąty wpis, ale staram się pisać szczerze, tak z serca, o tym co cieszy i co boli, o tym, jak to nasze życie widziane jest oczami prostej i skromnej osoby, bo taką właśnie  jestem.  Nie staram się nikomu zaszkodzić, choć zdarza  mi się  czasem nadepnąć komuś przypadkiem na odcisk, ale ten ból  jest naprawdę do zniesienia.

  Wczoraj, przejrzałam swoje posty i komentarze do nich. Boże, ile ja tu fajnych osób poznałam, z niektórymi mam nawet dość dobry kontakt poza blogiem; wymieniamy poglądy , spostrzeżenia, czasami nawet  jest dość ostro 😉

  Dziś , po roku pisania , mogę śmiało powiedzieć; WARTO BYŁO zacząć, może liczba wyświetleń nie jest jakaś  astronomiczna, ale  cieszę się z każdych odwiedzin, a przede wszystkim z każdego pozostawionego komentarza. Te  miłe i dobre, to zawsze cieszą, ale i te krytykujące moją postawę, też są bardzo cenne bo potrafią człowieka zmobilizować, postawić do pionu. Przyznam, że każdy komentarz czytam dokładnie ,  rozbieram na drobne, analizuję, wyciągam wnioski.      Bardzo wam za ten rok dziękuję ,  a tak po cichuteńku liczę , że może jeszcze trochę ze mną wytrzymacie, bo ja bardzo chciałabym  jeszcze pozostać w tej wielkiej blogowej rodzince. Przyznam się;  polubiłam to pisanie , jest mi  tu dobrze i chyba coraz bardziej mnie to wciąga.  

 Jeszcze może kilka słów; Z okazji Świąt Wielkiej Nocy  pragnę  wszystkim   odwiedzającym  moje strony złożyć  jak najserdeczniejsze życzenia  miłości i spokoju, smacznego jajka i oczywiście mokrego dyngusa.